wersja czarne biale rss logo
Portfolio

Test PIXEL OPAS

Pixel Opas to kolejny zestaw bezprzewodowych wyzwalaczy błyskowych które mam przyjemność przetestować. Zestaw na „papierze” imponuje ponad 400m zasięgiem i bardzo ciekawą funkcjonalnością w postaci współpracy jako odbiornik z wyzwalaczami Pixel King. Zapowiada się więc bardzo ciekawie, a po szczegóły zapraszam niżej.

Zawartość zestawu

Tak jak z poprzednimi zestawami Pixela, tak i teraz stwierdzam ze producent rozpieszcza swoich klientów. W niedużym pudełku znajdziemy

  • 1 x wyzwalacz ze smyczą
  • 1 x Etui ochronne
  • 1 x holder z taśmą samoprzylepną,
  • 1 x zaślepka gorącej stopki
  • 1 x Przewód do lampy studyjnej Jack 3,5mm – Jack 6,3 mm
  • 1 x Przewód do lampy studyjnej Jack 3,5mm – Jack 3,5 mm
  • 1 x do wyzwalania migawki Canon xxD
  • 1 x Przewód do wyzwalania migawki Canon xxxD
  • 1 x Instrukcja użytkownika po angielsku


Jak widać wyposażenie imponujące. W zestawie znajdziemy prawie wszystkie kabelki jakie mogą przydać się zarówno w studio jak i podczas strobingu.  Do pełni szczęścia brakło jedynie kabelka PC-PC. W obliczu takiego wyposażenia brak baterii w zestawie należy uznać za mało znaczący szczegół. Całe w/w wyposażenie łącznie z wyzwalaczem mieści się w dołączonym ochronnym etui zrobionym z miękkiego materiału. Miejsca nie ma za wiele i przy wyciąganiu urządzenia trzeba uważać żeby nie pogubić szpargałów, ale dzięki temu całość zajmuje mało miejsca w wiecznie przeładowanej torbie/plecaku fotografa. Jak ktoś ma ochotę to można przytroczyć pokrowiec do plecaka lub za pomocą wąskiego paska do spodni. Szlufka (zapewne z racji rozmiarów samego pokrowca) jest zbyt wąska na standardowy pasek.

 

Parametry techniczne według producenta

  • Częstotliwość pracy: 2.4 GHz
  • Tryby pracy: nadajniko-odbiornik
  • Zasięg pracy:  ponad 400 metrów
  • Maksymalny czas synchronizacji: 1/320S z aparatami które to umożliwiają
  • Zasilanie:  2 x baterie AA lub wbudowane gniazdo USB
  • Ilość kanałów radiowych: 4
  • Praca w grupach: 3 różne grupy, 7 kombinacji
  • Antena: zewnętrzna
  • Czas pracy: jako odbiornik: 600godzin / jako nadajnik: 300godzin
  • Gniazda: PC, 3.5mm, USB
  • Waga: 75g
  • Wymiary: 50 x 130 x 34mm ( z anteną 155 mm)

Budowa

Pixel Opas to zintegrowane urządzenie nadawczo-odbiorcze średniej wielkości. Większe od Pixel Rook, ale mniejsze od Pixel King. Patrząc na urządzenie nie można pozbyć się wrażenia „ja już to gdzieś widziałem”. Tak, urządzenie do złudzenia przypomina Pocket Wizard Plus II. Niestety tylko wyglądem, bo funkcjonalnie PW jest na zupełnie innej półce. Jak wiemy podejście producentów kraju środka jest dość luźne w tej dziedzinie, ale to już zmartwienie producentów obu urządzeń. Na pewno nie może być mowy o podróbce PW. Ponieważ producent Pixel Opas chciał zaimponować zasięgiem, co prawdopodobnie wiązało się z koniecznością zastosowania zewnętrznej anteny, więc być może postanowił „czerpać” z najlepszych wzorców  i stąd to podobieństwo.

Sama antena jest raczej wystarczająco elastyczna i krótka aby nie groziło jej przypadkowe złamanie lub urwanie. Na górze urządzenia znajdziemy duży przycisk do testowego wyzwalania błysku lub migawki, sanki gorącej stopki, 3 przyciski do wyboru grup wraz z diodami, oraz diodę informującą o pracy urządzenia. Wyboru kombinacji na jakich ma pracować nadajnik dokonujemy włączając lub wyłączając daną grupę dedykowanym przyciskiem – po jednym dla każdej z grup A/B/C. Na odbiorniku wystarczy wybrać przynajmniej jedną z aktywnych grup aby wyzwolić błysk.
Z boku obudowy umiejscowiono przełącznik wyboru kanałów (4 do wyboru) oraz klasyczne gniazdo PC. Na przeciwległym boku znajduje się wyłącznik zasilania, oraz przełącznik trybów all – stand-by. Na górze obok anteny znalazło się miejsce na gniazdo mini USB, oczko do przewleczenia smyczy, oraz gniazdo synchronizacyjne typu Jack do którego podłączamy te wszystkie kabelki jakie znajdziemy na wyposażeniu. Od spodu obok klapki baterii (2xAA) typu zatrzask znajduje się gwintowane gniazdo w fotograficznym rozmiarze 1 cala do przykręcenia urządzenia na statywie lub uchwycie. Stopka jest metalowa, z klasyczną blokadą za pomocą plastikowej nakrętki.
Wszystkie przyciski są odpowiednio duże, wygodne i precyzyjne. Dołączone przewody są wystarczająco długie i gumowane co nadaje im charakterystyczną sztywność. Mogły by być za to ciut grubsze.
Jeśli chodzi o samo wykonanie to naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Pixel i tym razem nie zaskoczył, czyli urządzenie wykonane jest po prostu dobrze. Całość sprawia wrażenie solidnie i starannie wykonanego. Plastik jest dobrej jakości i przyjemny w dotyku.

Działanie

Pixel Opas nie przenosi bezprzewodowo żadnej automatyki błysku więc lampy wyzwalane są w trybie manualnym. Sanki nie są przeznaczone na wsunięcie dodatkowej lampy kiedy  urządzenia znajduje się na aparacie w trybie nadajnika. Zresztą było by to bardzo utrudnione z racji pionowego mocowania na aparacie.
Przełączanie trybów pracy następuje automatycznie i nie wymaga żadnej integracji z naszej strony. Bardzo ciekawą funkcją jest współpraca z wyzwalaczami Pixel King. Oczywiście współpraca układa się znakomicie tylko w przypadku trybu M ponieważ Opas nie wspiera żadnej automatyki błysku i HSS. Jest możliwość „obejścia” problemu HSS – szczegóły w dalszej części. Jest to  bardzo ciekawe i innowacyjne podejście do tematu kompatybilności wśród  producentów tańszych wyzwalaczy. Kupując Pixel Opas wraz z rozwojem potrzeb  łatwiej możemy przejść na Pixel King nie wydając od razu fortuny na dużo droższy model. Dla fotografa amatora takiego jak ja, nie żyjącego z fotografii to bardzo duża zaleta. Dodatkowo jeśli obok systemowych, posiadamy manualne lampy to nie jesteśmy zmuszeni z powodu kompatybilności kupować drogich Kingów do lamp które i tak tego nie wykorzystają. Brawo dla Pixela za tak elastyczne podejście do sprawy. Wydaje się być to oczywista oczywistość, ale niestety nie stosowane do tej pory przez producentów z powodów wiadomych. Chyba tylko Pocket Wizard nie wypina się na swoich klientów wraz z wypuszczeniem nowszych wersji swoich wyzwalaczy. Pozostaje mieć nadzieję że to nie jednorazowa decyzja i wszystkie nowe produkty Pixel’a będą ze sobą kompatybilne. Lub chociaż kompatybilne z flagowym Pixel King.

Zestaw przetestowałem z lampami:

  • Canon Speedlite 430 EX II
  • Yongnuo YN 565 EX
  • Yongnuo YN 460 II

Współpraca z systemowym Canonem i YN 460 II układała się znakomicie, bez żadnych zastrzeżeń. Natomiast z Yongnuo YN 565 EX nie jest już tak kolorowo. Generalnie lampa działa tylko w jednym przypadku: podłączona z odbiornikiem za pomocą złącza i gniazda PC. Synchronizuje się wtedy z czasem 1/250 s. Wsunięcie lampy na sanki odbiornika powoduje anomalie w postaci niedziałających przycisków, braku błyskania itp. cuda. Czasami przez chwilę wszystko działa ok, żeby za chwilę zawiesić cały zestaw.
Opas bez problemu wybudzają wszystkie lampy ze stanu uśpienia po naciśnięciu spustu migawki do połowy lub za pomocą przyciski na nadajniku. Dodatkowo urządzenia posiadają ciekawy tryb oszczędzania energii. Po 15 sekundach nieużywania przechodzą w tryb uśpienia. Wybudzanie następuje automatycznie po naciśnięciu do połowy spustu migawki. Nie zauważyłem żeby miało to jakiś negatywny wpływ na zestaw, ale możemy przełączyć się na normalny tryb stosownym przełącznikiem. Praca w grupach również działa doskonale. Można wyzwalać pojedyncze grupy, pary lub wszystkie grupy jednocześnie według schematu A,B,C, A-B, A-C, B-C, A-B-C

Zestaw oprócz standardowego wyzwalania lamp może pracować jako

  • tradycyjny wężyk spustowy – odbiornik podłączamy do aparatu dedykowanym kabelkiem i przyciskiem w wyzwalamy migawkę. Tryb bulb jest dostępny i działa ok.
  • bezprzewodowy  wężyk spustowy – odbiornik podłączamy do aparatu, a migawkę wyzwalamy za pomocą przycisku na nadajniku. Tryb bulb jak wyżej.  Zamiast trzymać nadajnik w ręce możemy go wsunąć na kolejny aparat i jednocześnie fotografować obiekt z dwóch różnych ujęć.

Przetestowane konfiguracje.

 

1. Nadajnik na sankach aparatu, odbiorniki z podłączonymi lampami na statywach czyli układ standardowy.

Czas synchronizacji z moim Canonem 50D i testowanymi lampami wynosi 1/250 sekundy. Czyli tyle na ile pozwala aparat. Przy 1/320 pojawia się cień na dole kadru.

2. Odbiornik podpięty wężykiem do wyzwalania migawki. Odbiorniki na statywach z lampami, a całość wyzwalana nadajnikiem z ręki. Czyli  zdalne odpalanie aparatu wraz z lampami jednocześnie.

Podobnie jak w Pixel Rook także i tutaj taka konfiguracja nie przejdzie. Lampa błyska, ale jeszcze przed otwarciem migawki i błysku nie ma w kadrze. Przyrodnikom do fotografowania zwierząt z ukrycia taka funkcja może się bardzo przydać. Albo choćby przy autoportrecie. Szkoda.
Działa natomiast konfiguracja jak na zdjęciu poniżej i w tedy błysk jest normalnie widoczny dla czasu nie krótszego jak 1/250s

Ciężko ją natomiast uznać za użyteczną, skoro zamiast kadrować przez wizjer musimy stać przy jednej z lamp, aby wyzwolić cały zestaw. Bezsens.

3. Na sanki aparatu zakładamy nadajnik Kinga, a jako odbiorniki „robią” Opasy i/lub Kingi czyli współpraca z Pixel King

Czyli najciekawsza cecha Pixel Opas. Wszystko działa dobrze, łącznie z kanałami i grupowaniem poza wybudzaniem lamp ze stanu uśpienia. O ile z systemowym Canonem nie ma problemu bo można wyłączyć usypianie to z YN 460 II jest problem bo jak zaśnie to śpi snem grobowym. Pozostaje nam poprzeklinać sobie w duchu idąc do lampy celem wybudzenia, albo w czasie dłuższych przerw raz na jakiś czas wyzwolić testowo migawkę. Czas synchronizacji to 1/250 s.
Kombinacja: Canon 430 EX II w ETTL na odbiorniku Kinga + manualny YN 460 II na odbiorniku Opasa również działa dobrze z czasem 1/250s.
Po wsunięciu 430 EX II w sanki Opasa i włączeniu trybu HSS można go odpalić za pomocą nadajnika Kinga z  dowolnym czasem, ale lampa zawsze błyska pełną mocą. Nie jest to „standardowa” możliwość więc należy ją traktować jako gratis i nie psioczyć że tylko pełna moc.

Zasięg i skuteczność

Producent obiecuje ponad 400m więc od razu wybrałem się w odpowiednie miejsce aby to sprawdzić. Kto czytał mojej poprzednie testy ten wie że moja ulica z góry odpada jeśli chodzi o testy na takie odległości.

Poniższe zdjęcie zdradza chyba wszystko.

Przy 350 metrach skuteczność mogę ocenić jako stu procentową w każdym przypadku. Przy 380 m zbliża się do 100% ale tylko przy poziomych kadrach, przy pionowych jest gorzej. Przy obiecanych 400m to już prawdziwa loteria – czasem wyzwala, a czasem nie.
Nie jest to ponad 400m, nie jest to nawet 400m, co nie zmienia faktu że zasięg w otwartym terenie jest potężny. W domu Pixel Opas nie ma żadnych problemów żeby przelecieć 2 ściany z maxa i żelbetowy sufit.
Podczas pracy na „codzienne” odległości, ani razu nie wystąpiły żadne anomalie typu: nieprzewidziane błyski lub jego brak, zawieszki tudzież inne cuda.

Podsumowanie

Na rynku wyzwalaczy od dłuższego czasu robi się bardzo ciekawie. Co chwile pojawiają się nowe urządzenia z coraz ciekawszymi funkcjami co niewątpliwie cieszy. Różnorodność powoduje jednak coraz większe trudności z wybraniem „tego jednego jedynego” i zazwyczaj powoduje że jesteśmy skazani na jeden rodzaj urządzeń. Pixel wypuszczając model Opas zrobił krok w bardzo dobrą stronę starając się uporządkować brak kompatybilności na swoim podwórku.

Pixel Opas oferuje podobną funkcjonalność jak model Rook. Tam dostajemy możliwość pracy z lampą na aparacie w eTTL’u, a tutaj większy zasięg, uniwersalność i kompatybilność z Pixel King za cenę większego rozmiaru urządzenia. Przy podobnej cenie za oba zestawy, argument o bardziej bezproblemowym przejściu na Kingi ma dla mnie decydujące znaczenie i z tej dwójki wybieram Opas’y.

Test wyzwalaczy i zdjęcia produktu dzięki uprzejmości www.mega-pixel.pl

Rafał Foryś – forys.net

Dodaj komentarz